Co się stało z metaverse? Wnioski z bańki internetowej

$MCADE Przedsprzedaż już trwa!
$MCADE Przedsprzedaż już trwa!

Co się stało z metaverse? Wnioski z bańki internetowej

By Dan Ashmore - Przeczytasz w minutę

Minął prawie rok od dnia, w którym dyrektor generalny Facebooka i łotr z pantomimy Mark Zuckerberg ogłosił, że jego firma zmieni nazwę na Meta.

To było wielkie oświadczenie o kierunku metaverse, które wielu zaczęło deklarować, że obejmie wszystko od socjalizacji do transakcji, pracy i rozrywki.

I jak pisałem w zeszłym tygodniu, jest to założenie, które jak na razie odbiło się czkawką dla miliardera.

Ale czy na całym rynku widzimy ten sam wzór? Czy zainteresowanie metaverse maleje?

Pierwszym portem, do którego się udałem, było Google, gdzie analityka wyszukiwania przedstawia obraz wielkiego skoku zainteresowania terminem „metaverse” po tym, jak Zuck poszedł na całość w październiku zeszłego roku. Niedługo potem, stały trend spadkowy.

Potępiający wykres, bez wątpienia. Ale ile z tego można przypisać samej koncepcji metaverse, a ile jest jedynie konsekwencją szerszego otoczenia makro?

Trudno powiedzieć, ale nie ma wątpliwości, że wiele projektów metaverse było znacznie przereklamowanych. Można wierzyć w metaverse, a jednocześnie uważać, że wiele tokenów w tej przestrzeni jest albo przewartościowanych, albo oferują minimalną użyteczność, albo jedno i drugie.

Jedną rzeczą, której wciąż nie mogę zrozumieć, jest to, dlaczego tak wielu inwestorów jest gotowych wyłożyć pieniądze na wszystko, co jest związane z metaverse, niezależnie od tego, czy inwestycja ma sprawdzalny plan zdobycia udziału w rynku w ostatecznym metaverse, jakkolwiek by to nie wyglądało.

Jasne, ten ślepy traf spadł z klifu teraz, gdy rynek jest tak brutalny, ale wiele z tych firm nadal ma ogromne wyceny, nawet po spadkach o ponad 80%.

Bańka internetowa

Nie zapominajmy, że internet zmienił świat niemiłosiernie, przekraczając oczekiwania nawet największych zwolenników. A jednak, pomyślmy ile firm upadło podczas pęknięcia bańki internetowej.

Przejmującym odniesieniem jest Priceline.com. Być może dziś nie rozpoznasz tej nazwy, ale kiedyś była to jedna z największych firm internetowych. Jej teza była kusząca: spośród pół miliona biletów lotniczych, które codziennie pozostają niesprzedane, klienci mogli skorzystać z Priceline, aby określić cenę, którą byliby skłonni zapłacić.

W ten sposób linie lotnicze pozbywały się nadwyżek magazynowych, klienci wybierali tanie miejsca, a rynek znajdował równowagę. To w pewnym sensie ma sens, prawda? I przez cały czas, Priceline brał udział w każdej transakcji.

Pozornie sensowny biznesplan, luka na rynku i coś, co sprawiło, że ludzie na imprezach reagowali „oooh, to takie sprytne”.

Firma wystartowała w 1998 roku i w ciągu siedmiu miesięcy sprzedała 100,000 biletów. Zaledwie 13 miesięcy po uruchomieniu, weszła na giełdę z ceną 16 dolarów za akcję. W tym pierwszym dniu cena wzrosła do 88 dolarów, a następnie osiągnęła 69 dolarów. Były plany dalszej ekspansji – dlaczego system nie mógłby działać podobnie dobrze w takich dziedzinach jak pokoje hotelowe, bilety kolejowe, a nawet kredyty hipoteczne?

Zamknięcie na poziomie 69 dolarów po dniu IPO dało Priceline wycenę prawie 10 miliardów dolarów. Była to najbardziej wartościowa firma w krótkiej historii internetu.

A potem spadła o 94%.

Ta historia nie jest oczywiście wyjątkowa. Nasdaq stracił ponad jedną trzecią swojej wartości nieco ponad miesiąc po osiągnięciu szczytu w kwietniu 2000 roku.

Co ma wspólnego bańka internetowa z metaverse?

To prowadzi do sedna sprawy. Można było wierzyć w internet nie wierząc we wszystkie firmy, które twierdziły, że są „firmami internetowymi”. Firmy te notorycznie ponosiły straty, a pojęcie zysku było w czasach dot comów niespotykane. Dla przykładu, Priceline w ciągu pierwszych kilku kwartałów przyniósł straty w wysokości 142,5 miliona dolarów.

A jednak internet w oczywisty sposób zmienił świat.

Dziś istnieje wiele firm takich jak Priceline. Być może „zysk” ery dot comów jest „użytecznością” ery metaverse. Zanim zainwestujesz w któryś z tych tokenów, zadaj sobie pytanie, co one właściwie robią? Czy mają jasną mapę drogową w kierunku wykorzystania metaverse do stworzenia czegoś o wymiernej wartości? Co najważniejsze, czy występuje jakaś użyteczność?

Wydaje się, że to podstawowe pytania. I o to właśnie chodzi. Naprawdę są podstawowe – ale wiele monet nie potrafi na nie odpowiedzieć. Nie zapominajmy, jak łatwo jest stworzyć kryptowalutę; proste kopiuj i wklej z technicznego punktu widzenia tworzy ci jedną. Połącz to z faktem, że tak wiele gotówki zalewało przestrzeń – zarówno od inwestorów, jak i poprzez VC – i nie jest zaskoczeniem, że tak wiele tokenów całkowicie upadło.

Na każdy Amazon przypada dziesięć firm takich jak Priceline.

Inną rzeczą, o której należy tutaj wspomnieć, jest to, że (oczywiście) nie ma gwarancji, że metaverse stanie się tak samo wpływowe na społeczeństwo, jak internet. Nawet jeśli internet trafia w każdy możliwy do wyobrażenia cel, wciąż istnieje wiele firm takich jak Priceline. Wyobraź sobie, ile by ich było, gdyby internet poniósł klapę?

Końcowe przemyślenia

Tylko dlatego, że wierzysz w metaverse, nie kupuj ślepo wszystkiego, co ma w nazwie „metaverse”.

W dającej się przewidzieć przyszłości każda kryptowaluta – metaverse czy inna – będzie nadal podążać za rynkiem akcji, bowiem tak wygląda obecnie środowisko makro. Tak więc nawet te, które oferują użyteczność i mogą być dobrze usytuowane, aby w inny sposób wyróżniać się, nie przyniosą zysków inwestorom, dopóki szerszy rynek będzie pozostawał w tyle.

Ale nawet jeśli rynek się odbuduje, tokeny metaverse nadal muszą udowodnić, że rzeczywiście coś osiągają – czego wiele z nich nie potrafi. Jak zawsze w inwestowaniu, ważne jest zatem, aby przeprowadzić due diligence danej monety, odciąć się od hałasu i zadać sobie te podstawowe pytania, które zostały omówione powyżej.

Nie pozwól, aby metaverse uwiodło Cię słodkimi słowami szeptanymi do ucha. Utopijne marzenie nie pokryje rachunków pod koniec dnia, a dowodem na to jest bańka internetowa.